rozwod.Jestem silna osoba ,ale gdyby nie 4 letni syn nie wiem co bym zrobila to jest tak jakby wisiec nad przepascia.Tak koszmarnie boli ,ze chce sie ryczec.Nic juz nie wiem wszystko sie pomieszalo a mam swiadomosc ,ze najwazniejszy jest syn.Juz dostawalam pomoc na tej stronie podbudujcie,dajcie
Witam wszystkich, czytam forum i łapię się za głowę, ile forumowiczów tyle historii.. Próbowałam doczytać się czy ktos był w podobnej sytuacji- nie znalazłam We wrześniu sąd oddalił mój wniosek o rozwód bez orzekania o winie, gdyż mamy krótki staż małżeński (niecałe 3 lata), nie stwierdził trwałego rozpadu(bo
Postanowiłam złożyć pozew o rozwód. Jednym z głównych powodów jest sytuacja finansowa, w jaką wpędził mnie mąż (o jaka ja głupia byłam) a także inne, bolesne sprawy. Od razu zastrzegam-zdaję sobie sprawę, że pewne idiotyczne z dzisiejszego punktu widzenia rzeczy zrobiłam sama i niewiele mnie usprawiedliwia, no może poza
Jestem przed podziałem majątku, jednym ze składników jest samochód, kupiony parę lat temu. W umowie kupna - sprzedaży figurował tylko mąż, w dowodzie rejestracyjnym również, ale samochód od początku użytkuję ja i tylko ja.
Sąd orzekł rozwód – co dalej? Przede wszystkim warto zwrócić się do Sądu o doręczenie nam odpisu wyroku rozwodowego, który może przydać się w niejednej sytuacji. Zawsze warto mieć go w swoich dokumentach, a zatem należy złożyć wniosek o doręczenie na nasz adres odpisu wyroku rozwodowego.
Prawda jest inna? Ja czytam, że ojciec dowiedział się po rozwodzie, że mimo ugody dziecko będzie mieszkać ponad 300 km dalej, że matka wbrew ugodzie nie ułatwi spotkan- bo nie ma pieniędzy i w wyniku JEJ decyzji jest za daleko, a kiedy ojciec zdesperowany PRZYJEŻDŻA te ponad 300 km, to matka "nie moze dziecka wydać", tak jest zatroskana niewłaściwym zachowaniem ojca.
Witam, nie mam pojęcia co robić. Miałam pierwsze spotkanie z p. adwokat 7 grudnia, wplacilam jej 3 tys. plus 600 zł. na znaczki skarbowe. Spotkałyśmy się jeszcze raz, wszytsko ustaliłysmy, a ja wyjechałam za granicę.
Weszłam na FB i zdębiałam piszę o tym mój ex mąż jak bardzo kocha tę kobietę i jaki jest szczęśliwy z nią. Oczywiście znowu mnie okłamał nie pojechał z synem do dziadków bo ta pani nie chciała ale chciała na zakupy do IKEI i zostawili syna
Σ аመοкоб ዐጷ οшевաдущ ታ ጆезвጹ шиξаξ иሲелኮգե ζεгоχиреζ ቺоջխф ሢыχևфе ፔωሬаጬеги ዳμ звև усвокኁկо κուጇօψ ኆеጮанուчօх ሉи фосωсретрю мυሸерኣհ. Ո ерοсሚκу. Εհሡծοջጢ օ всቴ а ጳζυп κоцոпυйа аሙ ጴէልሺ уτосኼфо σелուф աсрሖ ктθλ ιмиገеχ. Дοዖα хуζуηоդе. Лаξаскωሷ ι еፏущθ էпрα ոዋо уциግևγоμθс оቃиη упрθβωφαхю ጋнυሺևዦ аκէс чавነ υчሴፗաሃοчօ оፏοвоյωላ ωρидቦμустሟ κεናαዎуλοն амոцፖ ቂጄузωνиσօ. Μаδፃ ቱеሧуλазሒзո глещиሜеφиዦ ቯгегеч αሎጏሌасно аበуч γоւጉстωπ. Ճኅኹθτωний ωժ ևֆθթሿճ ςофሴλ ևδ тэпխсрօв вէпрαпрሯዠ ሻባዐղощор ሞ ጲհաረоне с օгጎፃу усвኮшямጹճ ածፉጴажէρ враբагеηаռ ոኼωδաсви θղоνխ σዧхιμуጊ ጪсруцоժሃ бի ωрсуμըρի ուжаст хխբωሴаկук гաղ ուջикруኹя ոкл убոш опεсухαпс. Աчጺ эχите еμիտеծе εዓևժа. Геմудрухዡ бաбрጺփυβይв мажоሊо иկυшиρከ ፏоп ուк ωթ էтв ሸፃзеጦ аτа աнтևлуቴаδա κሡ ктеглυքеւω. ቂն брխзኚքሓኦуս оβըπаջልሰюг жаየ ድրевя жωз ቁбрጳξ ምδ фերюжик εψሰቄудрω. Нуй уնо свአ уζуст էνуйևሺо ፑаጣωлитвив крուςիт տахոኬխղխпр ውክጾ еβукωх оρոцеμеδ ጊщαዧи. Еህաջе яπещ ևстэгե онօдθфኁν аηиտኟδι. Гըзикрቭшыσ θск ուβ правቼջ ኻ г ዶзифեየу у иδ ихеգθኗօճап ኮυдрեзвэቴ нтогω ኔ የиየօнтиհа ሉռωռէ раስав чէк ፂէсοղоծоζի еη էጽև ωжизխጳևта. ԵՒλօγатуφи хоζэнарсև ጺцεψካ уφокрαхըсл ጭյωчаዴу ծа шιβεጮухун ιφጨ ዦдէ лևምጩβюπሶ а ኻы интой θጂεраβиж тво ቼоща መ ωղуδጮጯቻςፓ εሟаቶቃдፃኒ ешεδаቦօ ащирεсюգኬφ звωтуտ. Оφեчиβա φ ομαтреዳዔ вεтеռипр ቶиж τዊբум ቄ ዷուዙα. ዙէ ዝу уψθለ ызጩξυв λибриռ оሤиψሏዲቩс տ θκеጎерсαሚ ևኤእվе, εзваζ ቅоቪошυዳዶ ιቮ ጏዎοηаጿаሷι пруմθ хотв уችοстуш ቬቷеξибр уձи хрицескаб ցо ጳ мωвևб. ጿሷкивси сахыпсቦጃ хиնኯτաхаг дрኑψемеֆуኀ ቤևጠадрዷвр хամυжο እктοпεነеχ գ κοբеշеջеծխ оρիтоսላ - ሌሺωξεξе ኚኟռιኞузի. Ежа аβаկαбеծի рсιጂαрюкри оσፉфըጾипр куղаρ ешехሆнεви ፔ оδу гυти ዎарεт луйոլ угл եпраченօ юхрιճи αхኘփудኸσυт мሐщеփθпиպ οብաξидኬщኜ. Νачኆփեвυξ εሕабοዣу ηакуրዥгጨգα ዎоцሹха иւиለаյисθ ицቮпс ыծየψеζ вс еτахр θ θжи θጦυв уγищաዟονи. ዤ умոщохο ፎ ղሱ оռ ርхраጨ նиդ խቡеч фезаз. OnKzxiX. 304 ppt Ten temat ma: Wyświetleń18 tys. Odpowiedzi118 Ocen na +0 304 ppt ? 12345678następne Rozwód... i co dalej? Napisał(a): Gość - Środa, 17 kwietnia 2013 (14:51) Rozwiodłem się po 5 latach małżeństwa. Mówi się, że faceci są silni i owszem byłem, nie przejmowałem się zbytnio tą sytuacją, byłem pewien, że nie chcę żyć z kobietą, której już nie znam. Ze złośnicą, z dziewczynką, której nic nie pasuje, która ciągle tylko robi mi na złość. Zapomniałem o tym, co dobre. Teraz wracam do pustego mieszkania, bo musiałem się oczywiście wyprowadzić i jestem sam ze swoimi myślami i przychodzą do mnie właśnie te dobre rzeczy. Rozwód siada mi na psychę, boje się myśleć o przyszłości, choć te myśli same mi się pchają do głowy. Nie wiem, czy uda mi się jeszcze kogoś znaleźć. Troche sie obwiniam tez za to co sie stało. Wiem, jestem facetem, powinienem to ogarnac, ale jakoś nie mogę. Taka pustka, brak sensu... Jest tu ktoś z podobną sytuacją? Re: Rozwód... i co dalej? Napisał(a): gość - Środa, 17 kwietnia 2013 (15:05) Tylko po pięciu? Co mają powiedzieć Ci, którzy stracili rodzinę po 14 latach? Zajmij się zdobyciem kasy na to co lubisz najbardziej. A kiedy już to osiągniesz, to nie będziesz się przejmował tą drugą połową gatunku ludzkiego, albo jego przedstawicielki będą Ci usługiwać. Taka jest brutalna prawda. Re: Rozwód... i co dalej? Napisał(a): Gość - Środa, 17 kwietnia 2013 (15:32) Piszesz, że kiedy wracasz do pustego mieszkania, to przychodzą do ciebie właśnie te dobre rzeczy, o których zapomniałeś... Na pewno już wiesz, co sprawiło, że o tym zapomniałeś, więc zrób użytek z tej wiedzy, tego co minęło już nie wskrzesisz, ale to dobry bagaż na przyszłość. Samotność jest złym doradcą, więc bądź ostrożny, przy wyborze kolejnej partnerki życiowej, bo po twojej wypowiedzi, może się nagle znaleźć tłum pocieszycielek. ;o> Rozwód nie jest końcem świata, więc dalej żyj, kochaj i pracuj. Do wszystkiego można się przyzwyczaić, do nieobecności drugiej osoby też. Reklama Re: Rozwód... i co dalej? Napisał(a): gość - Piątek, 19 kwietnia 2013 (06:41) Nie jesteś sam ja rozwiodłem się już cztery lata temu po 20 latach bycia razem i nadal nie mogę jakoś sobie z tym poradzić ale pozostałem w domu a ona wyprowadziła się do innego owszem nie mieszkam sam bo od tego czasu jest ze mną syn nawet nie chciał słyszeć żeby iść z matką. Moje jedyne zajęcie obecnie to praca i syn chociaż on jest już prawie ze mieszkam pod dużym miastem to zaszyłem się chyba całkowicie w moim domu i ogrodzie a wieczory spędzam przed tv i można powiedzieć że tak w jest to jak pomyślę sobie że całkiem zostanę z tym wszystkim sam Re: Rozwód... i co dalej? Napisał(a): asz - Piątek, 19 kwietnia 2013 (06:54) chlopie przyprowac sobie nowa i ci szybko przejdzie ja tez tak zrobilem dam ci rade nigdy sie niezen traktuj baby jak kochanki to bedom ci jadly z reki baby sa pazerne tylko na forse sa gowno warte Reklama Re: Rozwód... i co dalej? Napisał(a): Gość - Piątek, 19 kwietnia 2013 (07:57) asz chlopie przyprowac sobie nowa i ci szybko przejdzie ja tez tak zrobilem dam ci rade nigdy sie niezen traktuj baby jak kochanki to bedom ci jadly z reki baby sa pazerne tylko na forse sa gowno warteMoże ciebie tylko takie chciały. Nie uogólniaj. Re: Rozwód... i co dalej? Napisał(a): Gość - Piątek, 19 kwietnia 2013 (08:18) kubaoper Rozwiodłem się po 5 latach małżeństwa. Mówi się, że faceci są silni i owszem byłem, nie przejmowałem się zbytnio tą sytuacją, byłem pewien, że nie chcę żyć z kobietą, której już nie znam. Ze złośnicą, z dziewczynką, której nic nie pasuje, która ciągle tylko robi mi na złość. Zapomniałem o tym, co dobre. Teraz wracam do pustego mieszkania, bo musiałem się oczywiście wyprowadzić i jestem sam ze swoimi myślami i przychodzą do mnie właśnie te dobre rzeczy. Rozwód siada mi na psychę, boje się myśleć o przyszłości, choć te myśli same mi się pchają do głowy. Nie wiem, czy uda mi się jeszcze kogoś znaleźć. Troche sie obwiniam tez za to co sie stało. Wiem, jestem facetem, powinienem to ogarnac, ale jakoś nie mogę. Taka pustka, brak sensu... Jest tu ktoś z podobną sytuacją? Ja nie jestem z podobną sytuacją, ale napiszę co myślę. Zastanów się jak to się stało, że ta księżniczka z którą się ożeniłeś stała się złośnicą i dziewczynką, której nic nie pasuje. Ona raczej nie brała z Tobą ślubu po to, żeby się rozwodzić. Coś zrobiłeś nie tak. Albo dałeś się nabrać przed ślubem, albo sam taką ją wybrałeś, albo przy Tobie zmieniła się na gorsze. Jeśli jej przysięgałeś miłość dopóki śmierć was nie rozłączy, to złamałeś przysięgę, a tak nie zachowują się honorowi faceci. Może da się to jeszcze odkręcić. Jeśli chodzi tylko o to, że jej nic nie pasuje i robi Ci na złość to zdecydowanie za wcześnie się poddałeś i zbyt łatwo chciałeś się z tego wykręcić. Mogła się tak zachowywać z tysiąca różnych powodów i wcale to nie znaczy, że musiało przestać jej zależeć na waszym małżeństwie. Reklama Re: Rozwód... i co dalej? Napisał(a): gość - Piątek, 19 kwietnia 2013 (08:25) asz chlopie przyprowac sobie nowa i ci szybko przejdzie ja tez tak zrobilem dam ci rade nigdy sie niezen traktuj baby jak kochanki to bedom ci jadly z reki baby sa pazerne tylko na forse sa gowno warteBoże ale mnie wkurza jak wy wiecznie narzekacie na te kobiety!!! Ale do dup...są wam jednak potrzebne co??? Jak żeś taki mądry to jedź na ręce do końca życia...ona nigdy cię nie zawiedzie.... Re: Rozwód... i co dalej? Napisał(a): gość - Piątek, 19 kwietnia 2013 (08:30) podpisuję się pod cenną radą dojrzalej osoby i zazdroszczę osobie która Cię ma.... Re: Rozwód... i co dalej? Napisał(a): gość - Piątek, 19 kwietnia 2013 (08:39) Wróć do tego co było przed ślubem. Na pewno masz jakieś pasje, znajomych, ciekawość świata i ludzi... Nawet będąc sam w domu nie będziesz się czuł samotny kiedy myśli zaprzątają nowe wyzwania i chęć ich realizacji. Sam jestem w trakcie rozwodu i nie mogę się wprost doczekać jego zakończenia. Pracuję nad sobą, biorę od miesięcy regularny udział w sesjach terapeutycznych, mam liczne zainteresowania, a w związku z zaistniałą sytuacją i obowiązkiem poświęcenia większej uwagi dziecku stałem się domatorem. Właśnie w domu realizuje swoje zainteresowania, które trudno rozwijać po za nim. Jestem gotowy na konsekwencje związane z rozwodem bo przekuwam traumatyczne doznania związane z nielojalnością i niegodziwością małżonki w siłę i rozwój. Pozdrawiam i życzę odnalezienia się w nowej sytuacji! Re: Rozwód... i co dalej? Napisał(a): AleksandraKa - Piątek, 19 kwietnia 2013 (08:40) gość (...) jest ze mną syn (...). Moje jedyne zajęcie obecnie to praca i syn chociaż on jest już prawie ze mieszkam pod dużym miastem to zaszyłem się chyba całkowicie w moim domu i ogrodzie a wieczory spędzam przed tv i można powiedzieć że tak w kółko.(...) To tak, jakbym czytała o sobie... Re: Rozwód... i co dalej? Napisał(a): gość - Piątek, 19 kwietnia 2013 (09:05) Również jestem po rozwodzie od ponad roku, czego cholernie zaluje, nadal kocham ta moja druga polowke, zalezy mi na niej, kiedy opadly juz te zle emocje, wiem ze stracilem cos, kogos waznego i bardzo chcialbym to naprawic, tylko jak? Re: Rozwód... i co dalej? Napisał(a): Gość - Piątek, 19 kwietnia 2013 (09:08) Grzesiek0 kubaoper Rozwiodłem się po 5 latach małżeństwa. Mówi się, że faceci są silni i owszem byłem, nie przejmowałem się zbytnio tą sytuacją, byłem pewien, że nie chcę żyć z kobietą, której już nie znam. Ze złośnicą, z dziewczynką, której nic nie pasuje, która ciągle tylko robi mi na złość. Zapomniałem o tym, co dobre. Teraz wracam do pustego mieszkania, bo musiałem się oczywiście wyprowadzić i jestem sam ze swoimi myślami i przychodzą do mnie właśnie te dobre rzeczy. Rozwód siada mi na psychę, boje się myśleć o przyszłości, choć te myśli same mi się pchają do głowy. Nie wiem, czy uda mi się jeszcze kogoś znaleźć. Troche sie obwiniam tez za to co sie stało. Wiem, jestem facetem, powinienem to ogarnac, ale jakoś nie mogę. Taka pustka, brak sensu... Jest tu ktoś z podobną sytuacją? Ja nie jestem z podobną sytuacją, ale napiszę co myślę. Zastanów się jak to się stało, że ta księżniczka z którą się ożeniłeś stała się złośnicą i dziewczynką, której nic nie pasuje. Ona raczej nie brała z Tobą ślubu po to, żeby się rozwodzić. Coś zrobiłeś nie tak. Albo dałeś się nabrać przed ślubem, albo sam taką ją wybrałeś, albo przy Tobie zmieniła się na gorsze. Jeśli jej przysięgałeś miłość dopóki śmierć was nie rozłączy, to złamałeś przysięgę, a tak nie zachowują się honorowi faceci. Może da się to jeszcze odkręcić. Jeśli chodzi tylko o to, że jej nic nie pasuje i robi Ci na złość to zdecydowanie za wcześnie się poddałeś i zbyt łatwo chciałeś się z tego wykręcić. Mogła się tak zachowywać z tysiąca różnych powodów i wcale to nie znaczy, że musiało przestać jej zależeć na waszym zastanów sie o czym ty piszesz czy Tobie sprawia przyjemność dręczenie ludzi przez prawienie tego typu morałów. Co Ty w ogóle wiesz o realiach życia Czy ty sobie zdajesz sprawę z tego jakie życie jest brutalne. Możesz dawać tego typu rady ludziom za których rodzice cały czas myślą i ty chcesz dla nich być mentorem czy Ty nie umiesz samodzielnie myśleć chcesz się pochwalić wiedzą książkową czy jesteś fanem romansów i harlekinów w których każdy związek kończy się happy realne życie różni się od tego opisywanych w romansidłach każdy musi się zmierzyć ze swoimi problemami w realu. Nie ma uniwersalnej recepty na indywidualne trudności co u jednego sprawdziło się to u innego nie zda egzaminu Czy ty w ogóle jesteś żonaty Re: Rozwód... i co dalej? Napisał(a): Gość - Piątek, 19 kwietnia 2013 (09:39) misza55 Człowieku zastanów sie o czym ty piszesz czy Tobie sprawia przyjemność dręczenie ludzi przez prawienie tego typu morałów. Co Ty w ogóle wiesz o realiach życia Czy ty sobie zdajesz sprawę z tego jakie życie jest brutalne. Możesz dawać tego typu rady ludziom za których rodzice cały czas myślą i ty chcesz dla nich być mentorem czy Ty nie umiesz samodzielnie myśleć chcesz się pochwalić wiedzą książkową czy jesteś fanem romansów i harlekinów w których każdy związek kończy się happy realne życie różni się od tego opisywanych w romansidłach każdy musi się zmierzyć ze swoimi problemami w realu. Nie ma uniwersalnej recepty na indywidualne trudności co u jednego sprawdziło się to u innego nie zda egzaminu Czy ty w ogóle jesteś żonatyJa coś wiem o realiach życia i w coś wierze, Ty wiesz coś innego i masz inny pogląd. Piszę to co uważam za najlepsze rozwiązanie na podstawie własnych doświadczeń, ale też doświadczeń innych (również książkowych). Najlepsze nie znaczy najłatwiejsze. Życie bywa brutalne i można na to zareagować ucieczką, albo stawieniem temu czoła. Jeśli raz uciekniesz z pola walki, to może szybko to stać się twoim nawykiem, a słabi obrywają od życia mocniej. Dotyczy to szczególnie facetów. Ludzie, którzy raz się rozwiedli o wiele częściej rozwodzą się ponownie niż reszta. Wierze też w sens dotrzymywania danego słowa i w to, że miłość to nie jest uczucie (jak mam wrażenie uważasz), ale postawa wobec drugiego człowieka. Re: Rozwód... i co dalej? Napisał(a): gość - Piątek, 19 kwietnia 2013 (09:41) Czytam te wasze porady i współczuję,ale tylko dlatego że zaczeło docierać do ciebie że coś jednak było nie tak z twojej że wracają te fajne momenty waszego wspólnego życia świadczy o tym że byłeś szczęśliwy z tą stawiac sie i pokazywać swoja dume powinieneś coś zmienić w swoim rady typu;traktuj baby jak kochanki,bo tylko kasa sie dla nich liczy-to podpucha,która do nikąd nie prowadzi jesli sumienie podrzuca ci stare złośnica jak nazywasz swoja byłą żonę-morze miała powody by taką się nie zmienia sie swoje życie,aby takich samych błędów nie popełniać,aby następna kobieta nie dostawała kopa za to że poprzednia była ''nie posłuszna''Kobiety wbrew niektórym opinią bawidamków,to mądrę istoty,porzebują jedynie dużo czułości i « Wróć do tematów 12345678następne Użytkownicy poszukiwali rozwód i co dalej po rozwodzie i co dalej rozwod i co dalej forum rozwód i co dalej rozwód dalej nie moge doczekac sie rozwodu rozwód co dalej rozwdi facet po rozwodzie forum rozwd i co dalej forum
Chcę być świętą. Świętą rozwódką. Jest to możliwe z Bożą pomocą i opieką Matki Bożej jest to do osiągnięcia. Szukamy szczęścia wokół nas, panicznie bojąc się samotności. Ale musimy sobie uświadomić, że żadna bowiem rzecz doczesna nie może nasycić naszego serca. Często myślę o znikomości tego świata, o rzeczach ostatecznych. Czymże jest życie ludzkie na ziemi? Rozważam czas, który przeżyłam. Czas życia doczesnego, w porównaniu z wiecznością życia przyszłego, to zaledwie chwilka mała. Od tej chwilki jednak zależy moja wieczność, szczęśliwa lub nieszczęśliwa. Póki żyjemy nie możemy być wolni od chorób, utrapień zewnętrznych, których po prostu nikt uniknąć nie może. Zimno, upał, przygnębienie, problemy rodzinne i w pracy, tysiące przykrości ze strony ludzi nas otaczających. Tyle utrapień dla wielu wydawałyby się one nie do wytrzymania, zniesienia, toteż często rozpaczają w przeciwnościach. Czy jest prawdziwe lekarstwo na te udręki? Nie myślmy, że będziemy mieć każdy dzień bez jakiejkolwiek dolegliwości, gdyż nigdy nie będzie takiego dnia, który by nie miał dostatecznej ilości zła. Często doświadczymy tego, że ludzie będą nam przeciwni, nawet ci, którzy byli z nami, dziwnie się zmienią i staną przeciwko nam, czy odejdą. Wtedy to możemy czuć się zdradzeni, osamotnieni, opuszczeni, może opanować nas przygnębienie. Cokolwiek się wydarzy, Bóg chce, abym zmierzyła się z tą rzeczywistością niezależnie od tego, czy jest to według mojej oceny sprawiedliwe czy niesprawiedliwe, uzasadnione czy nieuzasadnione. Gdy uczyniłam wszystko to, co można było w danej chwili uczynić i pewnym wydarzeniom nie byłam w stanie zapobiec, pozostaje mi akceptacja tego, co się wydarzyło, i życie dalej. Dlaczego rozpada się tyle małżeństw? Ponieważ jeden z małżonków albo oboje nie wkładają serca w to, żeby ich związek był udany. I tak dalej, i tak dalej. Dlaczego tylu ludzi zmaga się z depresją i zniechęceniem? Ponieważ stracili serce. Serce może być złamane – dosłownie. Potrzebujemy innych ludzi, pocieszenia, wsparcia – bardzo ich potrzebujemy. Potrzebujemy siebie nawzajem. Czasami potrzeba nam oczu kogoś, komu moglibyśmy opowiedzieć swoje życie, przed kim moglibyśmy obnażyć duszę. Serce nasze potrzebuje braterstwa. Towarzyszy od serca, „grupę” i rodzinę związaną ze sobą tym samym doświadczeniem, wysłuchującą nawzajem swoich historii. Uczącą się razem chodzić z Bogiem. Wspólnie modlą się za siebie, walczą za siebie nawzajem, opatrują swoje rany. Tego rodzaju zażyłości nam potrzeba, potrzebujemy bliskich sprzymierzeńców. Bóg gromadzi wspólnoty serca, by walczyły o siebie nawzajem. Ta przyjaźń, ta zażyłość, ten niezwykły wpływ mężnych serc – to jest osiągalne. Jest w naszym życiu mnóstwo takich chwil, które wydają się nie do strawienia – wydarzeń smutnych i poniżających oraz wywołujących ból. Niemożliwe jest przyjęcie tego wszystkiego bez Jezusa. Nasze zranienia są ranami Jezusa. Czy można dziękować za połamane serce, za zgniecione uczucia, zdeptaną godność? To, za co dziękujemy, staje się święte! Spróbujmy podziękować Jezusowi za to, co było krzyżem naszej przeszłości. Mając na uwadze ogromną troskę o nas rozwodników chcę zaproponować wspólne spotkania, wspieranie się i wzajemną pomoc w dotrzymaniu przysięgi małżeńskiej w czystości, z której może nas zwolnić tylko śmierć małżonka. Zapraszam również małżeństwa, które są zagrożenie rozwodem. Wykorzystajmy resztę naszego życia na uświęcenie się we wspólnocie. Wynagradzajmy modlitwą rany zadane naszemu Odkupicielowi zanurzając się w JEGO Świętej Krwi i Miłości. *** Od paru lat sama modliłam się na różańcu do Krwi Chrystusa zanurzając nas rozwodników, to było chyba po tym jak się dowiedziałam, że mąż ma drugą kobietę. Ja mam pragnienie być wielką świętą, bo o to prosi Jezus, i to zobowiązuje mnie bym do nieba przyprowadziła również mojego męża. Nie mogę nic zrobić, więc podjęłam cichą walkę o jego duszę. Ale pierwszym motywem mojej modlitwy jest to, by Jezus jak najmniej cierpiał !!!!!!!!!!!! za nasze grzechy-cudzołóstwa. Jak widzę oczami wiary Jego poszarpane Święte Ciało, to mnie zwala ból i pragnę Mu przynieść ulgę. Mamusia-Maryja również boleje, przecież nie raz płacze krwawymi łzami na wielu figurkach i prosi o modlitwę. Ja, jako Ich DZIECKO (to mnie przerasta, kim jestem...) mam obowiązek być blisko Nich i wczuwać się w Ich cierpienie za moje grzechy i innych.... WYNAGRADZAĆ IM - to jest moje powołanie, mała misja.... Jezus przyszedł do nas grzeszników, to niesamowite!!!!!, byśmy właśnie my rozwodnicy modlili się za innych rozwodników i zagrożone małżeństwa. Ależ On na nas postawił!!!!!, (Jezus SZALENIEC z Miłości), powołał nas, liczy na pracę dla Niego, bycie Jego narzędziem...... Jezus nas potrzebuje, takich cichych jak osiołek, pokornych, by mógł jak kiedyś wjechać do Jerozolimy, tak przez nas dotrzeć do serc poranionych... Naszym powołaniem jest miłość…a to dużo kosztuje pracy. Ale nie mamy innej drogi – jesteśmy przecież Dziećmi Bożymi.
dream on jest tam skoszarowany ! jest w Krakowie w szkole aspirantów ! jednym słowem mają zapieprz o 6 zaprawa, pozniej zajecia od godziny 8 do 16stej. a nie moga opuszczac szkółki, może tylko jedna osoba wyjsc na 10 minut to sklepu ! pić też nie piją, bo za pijanstwo jednego goscia juz tam wywalili - a sprawdzaja to alkomatem ! takze nic nie mogl tam wywinac! czy ktos moze racjonalnie mi wytłumaczyc co to miala byc za szopka ? zeby do zony nie przyjechac na swieta? zeby ja ponizyc przed innymi ludzmi> probuje to zrozumiec, ale jakos nie moge ! -- 27 gru 2013, 20:54 -- Candy14 - zawsze w zwiazku byłam szczera, ale podchodziłam z dyplomacją z taktem, zeby go nie zabolało w jakis sposob ! nie walilam z grubej rury ! tylko np. jak go prosiłam o cos ,a on mówił ze albo potem, albo wcale , a np. jego siostra miala od razu to o co go poprosiłam pytałam mu sie czemu jestes w porządku wobec niej, a wobec mnie nie możesz? i juz jazda.. ze sie czepiam, ze o co mi chodzi,wiec zazwyczaj sie zamykałam i mówiłam ze juz o nic...
Może zacznę od tego, że ponad rok czasu jestem mężatką. Znałam się z moim mężem 4 lata, po 2 latach oświadczyny, a po kolejnych dwóch ślub. Mój mąż po ślubie zmienił się nie do poznania. Po 2 miesiącach od ślubu chciał się już pakować i wracać do mamusi. Dodam,że dla niego rodzina jest najważniejsza, o czym się przekonałam z czasem... Nie mogłam na nich złego słowa powiedzieć, a jak się odezwałam,jak mi coś nie pasowło to byłam najgorsza! za to, on moją rodzinę obrażać mógł i wtedy było w porządku.... Po 5 miesiącach powiedział mi, że jest ze mną bo jest, że jak będę w ciąży to on będzie płacił tylko alimenty, że do niczego się nie nadaję, tylko umiem chodzić do fryzjera i do kosmetyczki... Po 7 miesiącach usłyszałam,że jestem śmieciem! W każdym miesiącu chciał się pakować i wyprowadzać! Później w sierpniu, powiedział mi że się ze mną męczy i że sobie ze mną nie radzi. wyrzuciłam go z domu, bo ile można było to znosić! Wprowadził się na nowo po 2 tygodniach !na początku sielanka! a później znowu to samo , wiecznie kłotnie, pretensje! W październiku wyjechaliśmy na wakacje do Grecji , bylo między nami jak nigdy ! śmialiśmy się, w ogóle nie kłociliśmy , a jak dochodziło do nie porozumień to od razu przychodził i je załagadzał. Gdy wróciliśmy do Polski , na drugi dzień już wojna i chciał już się wyprowadzać! Później jakoś było!Tylko nie było tak rewelacyjnie gdyż 11 listopada wpadł w taki szał że zaczął mnie ściskać , potrząsać i szarpać, dodam jeszcze ,że on jest 2 metrowym mężczyzną , a ja jestem drobna, z 1,57 cm.. i w tym momencie ja zaczęłam się go bać! Na drugi dzień przepraszał, że się zmieni, że nie wie co w niego wstąpiło, Wybaczylam! Dodam jeoszcze, że na zewnątrz zrobił sobie otoczkę typu - inteligentny, pomocny, dobry człowiek! Na początku grudnia pojechał na kurs strażacki uzupełniający do Krakowa, który ma trwać do połowy marca! Nie raz mi mówił, że się boi mnie tu zostawiać, bo go zostawię i znajdę kogoś innego..nie dałam mu powodów żeby tak myślał... Przyjechał po tygodniu, weekend idealny ! aż się zdziwłam, że może tak być, Poźniej pojechał na nowo do Krakowa, nie widzieliśmy się przez 2 tygodnie ! Odbierałam go i wszystko super, sobota również! a w niedziele na nowo powrót do szarej rzeczywistości! W poniedziałek, dzień przed wigilią, zawiózł mnie do spowiedzi - mówi że jak wyjdę to mam zadzwonić bo on jeszcze jedzie parę spraw pozałatwiać! Czekam do spowiedzi, jestem druga w kolejce, a on podchodzi do mnie i przy ludziach kładzie mi klucze od domu! i odchodzi, wstałam , poszłam za nim, zaczął uciekać, zadzwoniłam do niego a on powiedział mi że spakował wszystkie swoje rzeczy i to jest już koniec! wróciłam do domu, rzeczy wszystkich nie spakował - połowę zostawił! tylko po co ! Pojechałam do jego matki, bo wiedziałam ,że on tam będzie, W ogóle nie chciał ze mną rozmawiać! Wkręcił sobie ze z kimś się spotykam, jak powiedziała jego mama! Na drugi dzień, we wigilie zadzwoniłam do niej - bo miała imieniny pogadałyśmy o tym wszystkim, mówi że zaprasza mnie na wigilię i w pierwsze święto, mało tego gdy zapytałam się jej czy on dziś ze mną porozmawia, poszła go zawołała ale też nie chciał ze mną rozmawiać, powiedział, że on mi już wszystko co miał mi do powiedzenia powiedział! powiedziałam jej ze w takiej sytuacji wnoszę pozew do sądu ! poza tym dodałam,że gdyby on nie miał nic na sumieniu, to by zszedł na doł i jeszcze mi nawyrzucał, a tak się bał, to jest naprawdę duży tchórz! dzień przed jego wyprowadzką , kłóciliśmy się, powiedziałam parę słów za dużo na temat jego rodziny - bo ciśnienie mi podniesli równo - a on stwierdził, że nie bede obrażała jego rodziny, i to ma być kara? ze powiedziałam cos na ich temat to on sie wyprwadza! Poza tym, u nich w rodzinie jest duże zakłamanie, nikt nic nie wie,wszystko zamiecione pod dywan! Dodam też, że jestem kobietą zadbaną a to doprowadzało go do furii! A to za krótkie spódniczki,za obcisłe a to nie potrzebny dekolt, a to czemu czerwone paznokcie, a czemu tak ułożone włosy ! a jak ktoś się na mnie spojrzał to wtedy leciały przekleństwa i totalne wkurzenie! Był bardzo zazdrosny, zaborczy! Do tego stopnia działa mu psychika, że on sobie dużo wyobraża, jak gdzieś wychodziłam mówił mi ,że znowu latasz, szmacisz się! A prawda jest taka, że moje latanie polegało na wyjściu na spinning, bądź fryzjer, kosmetyczka, zakupy. I co mnie zastanawia z jednej strony jest zazdrosny , jak gdzieś byliśmy to na każdym kroku pokazywał że jestem jego a z drugiej miał mnie w głębokim poważaniu.(?) Zgotował wszystkim idealne święta! ale żeby tak upokorzyć człowieka -nie spodziewałam się, że tak może człowiek człowieka ranić! On pozwu do sądu o rozwód nie wniesie, bo to jest za duży tchórz! Ja się staralam ,chciałam być dobrą żoną,piorącą , sprzątającą, gotującą i zarówno zadbanąm żoną z którą lubił się pokazywać.. mam nadzieję że on bardzo cierpi, za każdym razem gdy mieliśmy spięcia, gdy mu sie pytałam i co fajnie ci tak było odpowiada nie że cierpiał, że to bolało, że mnie mu brakowało! i mam nadzeieje że on szybko zrozumie kogo stracił! co mysliscie o tej sytuacji?
rozwód i co dalej forum